ogłoszenia o pracę oszuści Londyn

Baza wyszukanych fraz

SM-stwardnienie rozsiane - ja, moje myśli i życie

Temat: Szukam osob ktore sa w Londynie
Wiesz masz Racje ,ale gdybym byla sama,a tak jestem zwiazana no ze swoim chlopakiem i on nie chce slyszec o tym zeby sie przeniesc (zadne argumenty nie pomagaja )
po 2 wlasnie mieszkalam w malym miasteczku wczesniej i sie bardzo przyzwyczailam (tam jakos latwiej bylo ze wszystkim) , po roku musialam sie przeniesc
w Londynie pracowalam troche tyle ze na swojej dzielnicy nigdzie nie musialam jezdzic
nie korzystalam z agencji bo ni epotrzebowalam (raz trafilam na agencje ktora sie okazala oszustwem , zaproponowali prace ktorej nie bylo)
Z jobcentre tez nie mam przyjemnych doswiadczen ,probowalam zalatwiac tam pewne sprawy i tez sie nei udalo (np o zasilek , o szkolenie czy o jakis kurs bezplatny)
a no i jak stracilam ta swoja prace to sie schody zaczely ,jedna porazka , druga , potem praca na pol etatu i znowu porazka i sie zniechecilam i dlatego teraz sie zasiedzialam i nei wiem od czego zaczac bo sie przyzwyczailam do czegos innego
i fakt niecierpie londynu w sensie wlasnie ze ciezko tu mi sie odnalesc (a nie mam odpowiedniego doswiadczenia ani kwalifikacji spelniajacych wymogi ..)
A jakich oszustow masz na mysli ?
Ja np boje sie czassem ogloszen nawet z londynku zamieszczanych przez ciapkow czy arabow bo sie duzo nasluchalam
pozdrawiam :)
Źródło: ezoforum.pl/showthread.php?t=17248



Temat: skan dowodu-oszust?
skan dowodu-oszust?
  Witam,
Wczoraj zrobilam najwieksza glupote, jestem w Londynie i szukam pracy, wczoraj znalazlam ogloszenie na polskiej stronie i trzeba bylo przeslac cv i skan dowodu... i to wlasnie zrobilam. Teraz sie zastanawiam jak mozna to wykorzystac, czy to czasem nie oszust. Jak sie moge teraz zabezpieczyc?
Źródło: forumprawne.org/showthread.php?t=49367


Temat: Polacy oszukani przez Polaków

Po Bradford i Sheffield przyszedł czas na Londyn. Polska ambasada w Londynie ostrzega przed siatkami oszustów, którzy próbują zwerbować Polaków do fikcyjnej pracy w Wielkiej Brytanii. To właśnie tutaj - do polskiej ambasady - w ciągu ostatniego miesiąca, zgłosiło się ponad 30 oszukanych osób.


Znalazłam ogłoszenie w ogólnopolskiej gazecie praca: pracownik fizyczny do pakowania artykułów wędkarskich. Podany był angielski numer telefonu. Zadzwoniłam, odebrał pan, który był bardzo konkretny- praca 6 dni w tygodniu, stawka za godzinę 8 funtów – opowiada Ewa, która wraz z przyjaciółmi wybrała się na Wyspy. – Wylądowaliśmy na Stansted gdzie miał nas ktoś odebrać. Nikt tam jednak na nas nie czekał. Po telefonie do naszego pośrednika okazało się, że musimy dojechać na Heathrow, gdzie czekaliśmy kolejne 3 godziny. Po czym kolejny telefon, że jednak mamy wziąć taksówkę i jechać pod podany adres – relacjonuje Ewa. – Pod domem czekaliśmy 40 minut. Było zimno, a my okropnie zmęczeni. W końcu zjawił się Polak, który mówi, najpierw kasa, a później wejście do domu. Mówimy, że miało być odwrotnie. On dzwoni do faceta, z którym cały czas się kontaktowałam, rozmowa jest tak skonstruowana, byśmy nie mogli się zorientować co się dzieje. Poszliśmy pod dom, daliśmy pieniądze i facet znikł. Miejsce spotkania było ciemne i niebezpieczne. Wokół kręcili się dziwni ludzie.



Przeczytaj artykuł
Źródło: infolinia.org/forum/viewtopic.php?t=6374


Temat: PRACA W ANGLII - GAZETA WYBORCZA - ZAUFAĆ, CZY NIE ?
W SUMIE POSZUKAŁEM TROCHE W NECIE I ZNALAZŁEM PARE NIECIEKAWYCH ARTYKUŁÓW NA TEMAT TEGO TYPU OGŁOSZEŃ. OTO JEDEN Z NICH:

Polacy oszukani i okradzeni w Anglii
Monika Adamowska
2007-01-28, ostatnia aktualizacja 2007-01-28 20:23
Miałem mieć pracę w Anglii. Na miejscu nas wywieziono na obrzeża miasta i okradziono - mówi Daniel spod Szczecina, który z dwoma kolegami wyjechał do fabryki pod Londynem.
Polski konsulat ostrzega rodaków, że w ostatnim czasie nasiliły się przypadki oszustw i wyłudzeń przez fałszywych pośredników pracy.

O sytuacji trzech mężczyzn z podszczecińskich wiosek zaalarmował nas kuzyn pana Daniela - Jarosław S., który odebrał z Anglii niepokojące SMS-y.

- 15 stycznia przeczytali w gazecie ogłoszenie o pracy w rozlewni wód gazowanych - opowiada pan Jarosław. - Wszystko wyglądało wiarygodnie. Mówiąca po polsku kobieta przedstawiła warunki pracy. Były takie, jak zwykle na początek w Anglii. Podała, że muszą mieć po 250 funtów, żeby przeżyć do pierwszej wypłaty. Uznali, że to będzie dobra praca, bo pracodawca współpracuje ze znaną firmą. Pojechali w poprzedni piątek. Byliśmy spokojni, dopóki z Anglii nie dotarły do nas przerażające wieści.

Daniel S. już dziś jest bezpieczny u znajomych w innej części Anglii. Ale w piątek tydzień temu przeżył chwile grozy.

- Dojechaliśmy do Londynu autobusem - wspomina. - Stamtąd mieli nas odebrać ludzie z firmy i rzeczywiście odebrali. Byli nawet w firmowych koszulkach. Białym volvo ruszyliśmy do naszej pracy i kwatery. Mieliśmy pieniądze na wynajęcie mieszkania i jedzenie, na przeżycie do pierwszej wypłaty. Na jakiejś ulicy samochód zatrzymał się. Wysiedliśmy, wyciągnęliśmy bagaże, a wtedy podeszło trzech mężczyzn. Kazali oddać pieniądze. Odchylili poły kurtki. Mieli noże i broń. Zabrali kasę, wsiedli do auta i odjechali.

Młodzi Polacy zostali bez pieniędzy. Nawet nie wiedzieli, gdzie są.

- Byliśmy przerażeni. Styczeń. Zimno. Robi się późno. Co dalej? - mówi pan Daniel. - Zgłosiliśmy się na policję. Policjant pomógł nam znaleźć na szybko nocleg i skontaktować się z polskim konsulatem. Tak przetrwaliśmy noc. Następnego dnia szukaliśmy rozwiązania. Kolega dodzwonił się do jakiś znajomych. Obiecali nam pomóc. Na gapę pociągami dojechaliśmy do nich. Pomogli nam przetrwać. Gdyby nie oni, nie wiem co, by z nami było.

Polski konsulat ostrzega rodaków, że oszuści działają z coraz większym tupetem i potrafią podszywać się nawet pod znane firmy. Dlatego zanim wyjedziemy, najlepiej skontaktować się z firmą i upewnić, czy rzeczywiście ona nas zatrudnia, a w ręku mieć pisemną umowę.

- Na stronie internetowej konsulatu zamieściliśmy poradnik i ostrzeżenia - mówi wicekonsul Michał Mazurek z polskiego konsulatu generalnego w Londynie. - Gdyby jednak coś takiego się przydarzyło, należy zgłosić przestępstwo policji i skontaktować się z nami. Pomagamy wrócić do kraju.

Zwykle konsulat ściąga pomoc finansową od rodziny takiej osoby albo udziela pożyczki na bilet powrotny.

- Zgłasza się do nas kilku oszukanych tygodniowo - przestrzega wicekonsul Mazurek. Radzi, by w ogóle nie reagować na ogłoszenia, w których jest tylko numer telefoniczny, a zwłaszcza tylko komórkowy. Nie dawać z ręki do ręki żadnych pieniędzy.

- Za pośrednictwo pracy w Anglii nie wolno pobierać pieniędzy - tłumaczy.

Maciej Karczyński z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie podkreśla, by nie decydować się na nielegalną pracę za granicą. Do legalnej jechać po podpisaniu umowy pisemnej.

- Wcześniej należy zrobić solidne rozpoznanie - radzi Karczyński. - A najlepiej korzystać z ofert sprawdzonych przez znajomych.

Karczyński wyjaśnia, że zawiadomienie o przestępstwie złożyć można i w Anglii, i w Polsce.

W SUMIE MAM ODPOWIEDŹ I NIE ZAMIERZAM RYZYKOWĆ. JAKBY KTOŚ MIAŁ JAKĄŚ PEWNĄ PRACĘ TO PROSZĘ PISAĆ IMPERIUMHITMANA@INTERIA.PL - CAŁY CZAS AKTUALNE. JADĘ Z WUJKIEM (30 LAT), A JA MAM 20. ANGIELSKI KOMUNIKATYWNY.
Źródło: infolinia.org/forum/viewtopic.php?t=826


Temat: [OT] UK - oszustwa fikcyjnych posrednikow

Ambasada alarmuje: Coraz więcej Polaków oszukiwanych w Wielkiej Brytanii
mm, PAP 2009-03-22, ostatnia aktualizacja 2009-03-22 15:52:37.0

Od początku roku w Wielkiej Brytanii wzrasta liczba Polaków poszkodowanych przez oszustów podających się za pośredników pracy - poinformowali radca w wydziale konsularnym ambasady RP w Londynie Dariusz Adler i wicekonsul RP w Manchesterze Szymon Białek. - Ofiary oszustw, to najczęściej desperaci (...). Po przyjeździe do Anglii, wyłudza się od nich pieniądze pod pretekstem fikcyjnych kosztów, lub opłat i porzuca w pustym domu lub nawet na ulicy - mówi Białek.

Tylko w lutym, władze konsularne w Londynie odnotowały około 30 takich przypadków. Konsulat Generalny RP w Manchesterze od początku roku udzielił 45 pożyczek Polakom, którzy nie mieli środków na powrót do kraju, z czego ponad połowa, to osoby, od których wyłudzono pieniądze.

Przestępcza działalność ma charakter zorganizowany. - Jeśli powtarza się ten sam schemat oszustw, to nie można powiedzieć, że jest to akcja z doskoku, lecz musi to być zorganizowany proceder - uważa wicekonsul Białek.

"Ofiary to desperaci"

- Ofiary oszustw, to najczęściej desperaci egzystujący na marginesie rynku pracy w Polsce, głównie z małych miejscowości. Odpowiadają na ogłoszenia z kontaktowym numerem telefonu komórkowego. Po przyjeździe do Anglii, wyłudza się od nich pieniądze pod pretekstem fikcyjnych kosztów, lub opłat i porzuca w pustym domu lub nawet na ulicy - powiedział Białek.

Według niego, najczęstsze oszustwa to przymuszanie do pracy bez wynagrodzenia, płacenie poniżej ustawowego minimum i wyłudzanie pieniędzy połączone z pozostawieniem oszukanych własnemu losowi. Ściganie tego rodzaju przestępstw jest dużym problemem, bo jest trudne do wytropienia, a oszuści są sprytni.

Oszukani rzadko zawiadamiają policję

- Oszukani rzadko zgłaszają się na policję, bo nie znają języka, zaś policja w Wielkiej Brytanii sądzi, że przestępstwo zostało popełnione w Polsce. Zresztą policja nie ma punktu zaczepienia, bo jak udowodnić, że ktoś zabrał pieniądze i zbiegł - podkreśla wicekonsul Białek.

W ocenie radcy Adlera, w oszustwa zamieszani są również polscy Romowie zakładający konta bankowe i wyrabiający kartę kredytową w cudzym imieniu, ale z dostępem dla siebie. Dokumenty tożsamości uzyskują od oszukanych pod pretekstem np. rejestracji w brytyjskim MSW bądź agencji pośrednictwa pracy. - Osoba, która w życiu nie miała żadnych kont nagle dowiaduje się, że na jej nazwisko zostały pobrane pieniądze, które musi oddać bankowi. Jest to kradzież cudzej tożsamości w celu wyłudzenia pieniędzy od banku - powiedział Adler.

Ostrzeżenia bezskuteczne

- Ostrzeżenia w polskich mediach przed tymi i podobnymi praktykami nie robią żadnego wrażenia na osobach odpowiadających na podejrzane ogłoszenia oferujące dobrze płatną pracę w Anglii bez znajomości angielskiego z podaniem numeru telefonu komórkowego. Ofiary oszustw to osoby ufne w to, że sobie poradzą i przekonane, że doświadczenia innych oszukanych ich nie dotyczą - tłumaczy polski radca.

- Dopóki nie wykażemy się rozsądkiem, te przypadki będą się powtarzały. Na miejsce likwidowanej grupy przestępczej pojawiają się nowe. Ten typ przestępczości nie znosi próżni. W trudnych czasach jest to łatwy pieniądz - dodał dyplomata.

Adler przyznał, iż przed niektórymi oszustwami uchronić się nie można. W pewnym przypadku, pośrednik podszył się pod firmę faktycznie istniejącą, choć nie werbującą pracowników. - Zjawisko oszukiwania Polaków ma wiele warstw. Do nas docierają strzępy informacji. Tego, co naprawdę się dzieje, nie wie nikt - zaznacza.


http://wiadomosci.gazeta....h.html?skad=rss

Co wy na to?
Wydaje mi sie, ze identycznie mozna byloby pisac o NL
Źródło: forum.niedziela.nl/viewtopic.php?t=34534


Temat: Gazetta Wyborcza (oszukani)
W "Gazecie Wyborczej" Znalazłam ogłoszenia dotyczace różnych prac na terenie Angli. Odpowiedziałam na kilka ogłoszen.Jedno z nich dotyczyło pracy przy pakowaniu kosmetykó w Sutton. Z Panem "Krzysztofem Górskim" (bo tak sie przedstawił) umówiłam się na konkretny termin przylotu do Luton. Z tej oferty skorzystała także moja koleżanka. Pan
Krzysztof obiecał pomoc w znalezieniu mieszkania, co było nam na reke.Poprosił abyśmy przygotowały ksero jakiegoś dokumentu ze zdjęciem (dla landlorda) oraz dwa zdjecia. Jedno do identyfikatora do fabryki a drugie równiez dla właściciela mieszkania. 13 lutego potwierdziłam nasz przylot, który następował następnego dnia czyli 14 luty 2008 o godz.20.25 Po wylądowaniu zadzwoniłam do pana Krzysztofa. Powiedział, że on własnie
odebrał kogos na lotnisku w Londynie a po nas wysłał swojego "pracownika" niejakiego Tomasza. Zapytał jak jesteśmy ubrane...Po ok 10 minutach podszedł do nas mlody człowiek. Przedstawił się i powiedział, że jest od Krzysztofa. Ponieważ musiałysmy dojechac do Londynu poszlismy na przystanek autobusowy. Podróż trwała ok 1.5 godz. Podczas podróży usiadłam obok Tomasza i prowadziłam rozmowę. Naprowadzałam ją na różne tory. Tomek opowiadał mi różne historie. Pytałam skąd się tu wziął... Jaka będzie nasza praca... Udawałam, że zapomniałam nazwisko szefa, chcąc sprawdzic czy dane sie potwierdza. Wszystko wyglądało ok. W pewnym momenie, kiedy opowiadał mi o swoich różnych pracach, padło zdanie "Ojciec sie na mnie wkurzył i powiedział: Maciek, jedziemy na jagody do szwecji" To mnie zaniepokoiło a i on zdawał sie byc speszony. Po 2-3 minutach spytałam:
-Jak masz na imię? Maciek czy Tomasz?
-Maciek to mój brat-
Ale nie uspokoił mnie...Wysiedliśmy na przystanku tuż obok dworca Victorii.
Szlismy pustymi juz ulicami ok 15 minut. podprowadził nas pod dom, w którym niby było przygotowane dla nas mieszkanie (po drodze pokazał nam, gdzie mamy przyjśc rano "na busa" zabierającego ludzi do pracy)Zadzwonił do szefa, ze jestesmy na miejscu.Poprosiłam o telefon i zapytałam Krzysztofa, czy mogę zapłacic jutro bo muszę wybrać pieniądze
z bankomatu. Powiedział, że Tomek pójdzie za mną do bankomatu bo landlord chce otrzymac pieniadze zanim da klucz do mieszkania poniewaz nie ufa polakom. A wręcz nie chce ich widziec i znac. zapytałam o umowę. Powiedzial, ze dostaniemy ją jak tylko landlord otrzyma pieniądze (250 funtów od osoby) więc powiedziałam, ze pieniadze moge dać jak dostane umowe do reki. Rozłączyłam sie.
Powiedziałam Tomkowi, ze chce najpierw obejrzec mieszkanie. (bo cały ten czas, stalismy pod drzwiami)Usłyszałam, że to on nie decyduje tylko szef. Jednak powiedziałam stanowcze "NIE" Chyba zrozumial, że nie dostanie pieniędzy, więc zaproponował, że pójdzie po landlorda i może to chwilke potrwac. Czekałyśmy ok 30 min i zaczęłyśmy sie niepokoic. W okolicy sa motele więc udałysmy się do jednego z nich, bo tam mogłysmy czuć sie bezpieczne. Powiadomiłysmy nasze rodziny i znajomych.Rano ok godz 6.30 obserwowałysmy z pokoju iejsce rzekomej zbiórki. Przyszło tam dwóch mężczyzn z plecakami. Byłyśmy prawie pewne, ze to polacy. Poczekali tam z 20 minut i weszli do motelu po drugiej stronie ulicy. Przez dwie godziny "pilnowałysmy" wyjścia z tamtego motelu.Kiedy zobaczylismy, że wychodza koleżanka pobiegła za nimi. Okazało sie, ze sa
w takiej samej sytuacji. Zaczelismy porównywać fakty. Ten sam człowiek ich tutaj przywiózł. Mielismy pewność, kiedy historia opowiadana przez Tomka ( a u nich Mariusz) o polakach co wyrzucili przez okno telewizor i zerwali (dosłownie w dwóch opowieściach) 3 kafelki z łazienki była w obu przypadkach identyczna.Ci nasi przypadkowi znajomi równiez nie dali im pieniedzy. W tej strasznej dla nas sytuacji mimo wszystko czulismy sie wygrani.
Przylecieliśmy tutaj ale nie dalismy się "oskubać" do końca.Ale to nie koniec. po południu zadzwoniłam do Pana Krzysztofa ( z nowego numeru telefonu) i zapytałam co dalej mamy robic, bo my wciąż czekamy na sygnał od niego.Powiedziałam, ze rano busa nie bylo(ooo... Był bardzo zdziwiony). Zapytał czy to moj nowy numer tel i gdzie my teraz jestesmy. Więc powiedziałam, że zadzwoniłam do znajomego, który nas zabrał do siebie w okolice Londynu. Pan Krzysztof powiedział, ze zaraz zadzwoni do kierowcy i jak podamy adres to nas zabiorą. Ale adresu nie podałam ( bo my wciąż byłysm w tym samym miejscu) Już nie zadzwonil. Wydzwaniałam do niego może z 15 razy ale juz nie odebral tel. W czasie
dnia sfotografowalismy miejsca, w których nas pozostawiono, łącznie z nazwami ulic i numerami domów. Fotografie znajdą swoje miejsce w internecie ku przestrodze dla innych.
To nie wszystko. Czlonkowie naszych rodzin zadzwonia z Polski w sprawie pracy.Umówią sie na spotkanie. I mamy nadzieję, ze uda nam się cos z tym zrobić, bo chcemy byc na miejscu spotkania całą grupą. Łącznie ze znajomymi jakich tu mamy. Chcielibyśmy zrobic tym oszustom zdjęcia i pokazac w internecie. Musimy zrobic to szybko, dopoki telefon Pana
Krzysztofa (hehe) jest jeszcze włączony, bo telefon "szefa" naszych znajomych już nie odpowiada a nie mamy zadnych watpliwości, ze to ta sama banda.

Minęło sporo czasu od feralnego dnia. Zgłosiłam ten przypadek na policji... Zadzwoniłam do biura imigracyjnego i napisałam do administratora jednego z polskich portali w UK. I co? Nikt z tym nic nie zrobił!
Źródło: infolinia.org/forum/viewtopic.php?t=2432